Blues dla niedźwiedzia

Dawnośmy nie grali. Dziś inspiracją będzie fragment książki Patricii Churchland Moralność mózgu. Przełożyli: Mateusz Hohol i Natalia Marek.

(...) Znalezienie dobrych rozwiązań dla problemów społecznych często wymaga mądrości, dobrej woli, negocjacji, wiedzy historycznej i inteligencji. Podobnie twierdził Hume. Naturalizmowi, stroniąc od głupich wniosków, udaje się jednak znaleźć korzenie moralności w tym, jacy jesteśmy, na czym nam zależy i - co jest dla nas istotne - w naszej naturze. Ani to, co nadprzyrodzone (bogowie pozaziemscy), jak również lekko oderwane i nierealistyczne pojęcie rozumu nie wyjaśniają genezy naszej moralności.

(...) Hume nie mylił się, pozostając wiernym naturalizmowi. W szerszym sensie „wnioskować” oznacza coś więcej niż wyprowadzać dedukcyjnie. Możemy wywnioskować (zrozumieć), co powinniśmy zrobić, opierając się na wiedzy, percepcji, emocjach i rozumieniu, jednocześnie równoważąc ze sobą różne aspekty. Robimy to ciągle, zarówno w świecie fizycznym, jak i społecznym. W sprawach zdrowia, hodowli zwierząt, ogrodnictwa, stolarstwa, edukacji młodych i w wielu innych praktycznych dziedzinach regularnie wnioskujemy o tym, co powinniśmy zrobić na podstawie okoliczności i rozumienia kontekstu. Strasznie boli mnie ząb? Powinnam udać się do dentysty. Ogień rozproszył się na kuchence? Powinnam wysypać na nią sodę. Niedźwiedź stanął na mojej drodze? Powinnam iść cicho w przeciwnym kierunku, nucąc sobie pod nosem.

Koniec cytatu. Od razu, jeszcze w trakcie czytania, przemknęło mi przez głowę: co też bym sobie przy takim spotkaniu zanucił? - kwestia niebagatelna, wszak może to być sprawa życia i śmierci. Ale zaraz skonstatowałem, że nucić (tak, żeby było wiadomo, że to nucenie) to ja za bardzo nie potrafię, mogę najwyżej wybijać bim-bomy. Cóż, bim-bomy są może dobre przy spotkaniu z Misiem o Bardzo Małym Rozumku, ale nie w przypadku stanięcia oko w oko z wielkim, włochatym, zębatym, pazurzastym i na dodatek głodnym grizli. Kto czytał Winnetou, ten wie. To lepiej coś zanucić, nawet nieskładnie.

Zanucić coś, co zbije bestię z pantałyku, odwróci uwagę niedźwiedzia, skieruje jego myśli na inne tory - że zapomni o żarciu, za jakie nas wziął. Coś, co niedźwiedzia rozczuli, zachwyci albo skonfuduje. Do emocji trzeba mu przemówić - bo swój mózg (więc i rozum) niedźwiedź ma, ale mały, toteż do abstrakcyjnych dywagacji raczej go nie skłonimy. Na instynkt moralny niedźwiedzia też nie należy liczyć - co prawda jakieś pierwociny tegoż mogą się u niedźwiedzia pojawić, ale to dopiero wtedy, gdy misiek jest najedzony. A przecież nie o to chodzi.

Z trzech wymienionych emocjonalnych stanów najlepszy, najbezpieczniejszy będzie pierwszy - niedźwiedź powinien się rozczulić. Oczywiście nad sobą, a nie nad nami, bo jak się rozczuli nad nami, to może zechcieć nas przytulić, a przecież nie o to chodzi. Nasza pieśń powinna być tedy nostalgiczna, melancholijna, a nawet - w sytuacji zagrożenia życia ujdzie i to - sentymentalna. Krótko mówiąc, najlepszy byłby jakiś smutny blues. Blues dla niedźwiedzia.

I tu problem uznałem za rozwiązany, bo przypomniałem sobie, słuchaną niedawno, fajną bluesową balladę z niedźwiedziem w tytule. I szybko ją odnalazłem, razem z całym albumem, w moich streamingowych zakładkach. Wtenczas okazało się jednak, że to nie to. Niedźwiedź w tytule nie gwarantuje bowiem, że piosenka jest o niedźwiedziu, niestety. I ta nie jest. Ta piosenka jest o facecie, którego nazywają misiem. I o tym, jak to mu się źle dzieje, i że kobieta, jedna, druga, trzecia, go nie chce, bo facet wraca rano bez butów, ma brudne nogi i brudzi pościel - albo coś w tym rodzaju, zrozumienie, co podmiot liryczny ma na myśli, nigdy nie było prostym zadaniem, i nadal nie jest. Ale z grubsza wiadomo, że chodzi o to, co zawsze, i tekst tej piosnki jest tylko kolejną wariacją na temat kanonicznego bluesowego tekstu, czyli "o bejbe, bejbe, bejbe, bejbe, bejbe, bejbe, bejbe, bejbe, bejbe, o...". Takie życie.

No dobrze, piosenka nie jest o niedźwiedziu - ale skąd niedźwiedź będzie wiedział? Skąd będzie wiedział, że to o misiu-facecie, a nie o misiu grizli? W końcu niedźwiedzie też myją nogi od okazji do okazji, a zimą wcale. A my będziemy przecie tylko nucić, melodia się liczy, to i owo możemy zamienić na lalala... Nada się. Zwłaszcza że, pomijając ten konwencjonalny tekst, kawałek jest świetny. To słuchamy. The Dirty Mojo Blues Band w głębokim, ponurym, wstrząsającym, melancholijnym, gorzkim, smętnym, sfrustrowanym, bajrońskim, cmentarnym, rzewnym, egzystencjalnym bluesie Papa Bear.

Brak komentarzy:


KOMENTARZE ARCHIWALNE »»

(wybierz plik o nazwie takiej, jak tytuł notki)



Prześlij komentarz