Sztuka...

O przyczynach sztuki, o ile nam wiadomo, nawet najstarsi ludzie nic nie wiedzą. Na początku mogło być tak, że nasz wspólny przodek, któryś pierwszy z brzegu, upolowawszy sobie zebrę, pomyślał "ale sztuka" i przyrządziwszy ją sobie z pieprzem i majerankiem opałaszował, ile mógł, resztę zaś zostawił rodzinie, krewnym i znajomym, tudzież znajomym znajomych, jako że lodówki wonczas nie używano. Zaś potem przyszła susza, zebry uciekły, żyrafy były za wysokie i nasz myśliwy, siedząc w jaskini i słuchając, jak mu w brzuchu burczy, przypomniał sobie tamtą sztukę, a że nie miał nic lepszego do roboty, bo lwy otoczyły jaskinię, a rodzina dawno pomarła, jakimś patykiem jął skrobać na wilgotnej ścianie coś w kształcie tej zebry, ażeby chociaż widokiem się nasycić; i znowu westchnął sobie "ale sztuka", i tym sposobem głód stał się przyczyną myślenia symbolicznego, i tak sztuką stała się sztuka mięsa, a mianowicie z głodu powstała i w głód się obraca, stąd też i określenia "głód sztuki" tudzież "sztuka kulinarna".