Krowa

Stanęlim tedy z boku, ażeby w oczy bardzo się nie rzucać, i patrzemy. Mańkut kamerę ustawił, załączył i kręci. A tamtych już kopa zeszła się i dawaj pokrzykiwać i grozić i łapska w pięść zaciskać i wywijać. Dobrzem trafili, w duszy myślę. Stanęłem i patrzę, baczenie mając na tamtych, bo Tamci coraz głośniej folgują sobie i nowych zwołują, aż strach bierze. Jeden przez Drugiego gębę drze i pięścią, jak maczugą albo młotkiem nad głowami trzęsie. Pokrzykuje i trzęsie, i znowuż pokrzykuje, że echo między chałupami niesie, jak w górach.

Stoję tedy i patrzę. A im dłużej patrzę, tem lepiej widzę, a im lepiej widzę, tem bardziej czuję, że trzęsie, ale coś nie bardzo trzęsie, i pokrzykuje, ale tylko tak jakoś pokrzykuje, bo a to oczkiem łypnie, a to uśmiechnie się jakoś tak ukradkiem, strój mimochodem otrzepie i znowuż oczkiem łypie. A na co On tak łypie, patrzę ja, a On na Operatora Naszego łypie, oj łypie, a po prawdzie to nie na Operatora On tak łypie, ale jakby na zwierzątko to ze szklanym okiem niezwykłe, co tamten na ramieniu nosi. I znowuż w mars się sroży i "Niewierni na Księżyc!" krzyczy, ale coś bez przekonania krzyczy, chociaż policmajstrów z pałami nie widać, a oczkiem łypie i wąs, jak ma, zakręca, a jak nie ma, to chociaż turban poprawi. A Drugiż to samo, "huzia!" woła, ale do czasu też łypie, tyle że dyskretnie, bo młody, to go i tak widać dobrze.

I cóż Oni tak łypią? Tu dżihad, a tu łypanie, tu pięści, a tu nieśmiałość jakaś i uśmieszek, i kokieteria. Byłżeby to zwyczaj jakiś miejscowy, gościnności przejaw, łypanie to, albo tik nerwowy? Coś mi się wierzyć nie chce. A Ten jak krzyczał, tak krzyczy, jak pokrzykiwał, tak pokrzykuje i jak łypał, tak łypie a łypie. Toż i myślę, gdziem ja łypanie takie widział już, a żem widział, tom pewien prawie. I to krygowanie się, i ten uśmieszek filuterny.

Podeszło ze Czterech jeszcze, w turbanach Dwóch, Dwóch bez brodatych, okrzyki wojenne wznoszą i nic. Ale z czasem widzę, Jeden przez Drugiego łypie. Łypie i pokrzykuje. Pokrzykuje i łypie. Łypie a pokrzykuje i pokrzykuje a łypie. A im głośniej pokrzykuje, tem gęściej łypie, a im gęściej łypie, tem głośniej pokrzykuje. I tylko ugadnąć nie sposób, czy łypie, ażeby w pokrzykiwaniu swym się nie zatracić i na szyję, na łeb nie upaść, wprzódy odwrotu nie zapewniwszy, czy może pokrzykuje, ażeby z samym tylko łypaniem, jak święty turecki gołym nie zostać.

Motek się robi wielki, bo kilku jeszcze doszło Ich i nuże łypać i pokrzykiwać i pokrzykiwać i łypać; ale nie razem, tylko z osobna każdy i po swojemu każdy, i każdy swoje głosi i innym na przekór albo i w tajemnicy, albo się i usunie nawet, ażeby Drugiemu dziura w portkach wyszła. A co niektóry to podskoczy i w podskoku tem albo łypie, albo pokrzykuje, a jak spadnie, to kuksańca dostaje.

Tedym stracił już na zrozumienie czegokolwiek nadzieję, bo jak tu łypanie z pokrzykiwaniem pogodzić? Tylko stoję tedy i patrzę. Naraz Jeden, do skoku się szykując, źle stopę na pagórku osadził, przez co ta omsknęła mu się, i krzywo podskoczył. A przez to, że krzywo podskoczył, to i krzywo łypnął, i na mnie miast na tamtych łypnął. I tu Tajemnica mnie się objawiła i dotąd Prawda ukryta: chce a boi się!

Chce, i z tegoż łypie, a boi się, i z tegoż pokrzykuje. Widać doszedł już rozumem swojem, że nie taki straszny Diabeł, jak mu malują, i łypaniem przypodobać mu się chce; a że mimo wszystko Diabeł, to i pokrzykuje. Toż myślę tedy, że On nie jakiś tam Odmieniec ani Paskuda, jak go malują, a tylko Bidzina, a co najwyży Skubaniec. A jak Bidzina, to głodny, a jak głodny, to pokrzykuje, póki może jeszcze. I jużem miał podejść i do piersi utulić, alem się w porę o kołek potknął i na buty popatrzył: amerykańskie buty. A do niego Boże broń! z amerykańskim - bo uczulony: w nosie zakręci, kichnie, wybuchnie. Lepiej nie wystraszyć, bo widać przecie: chce, a boi się.

Jakoż zbiegowisko ucichło, ręką machnęło i rozchodzi się z wolna. Tedy Kierownik Nasz od siebie chce jeszcze dorzucić coś. Podszedł, przed zwierzątkiem stanął, patrzy i mówi. Mówi i mówi. I nie łypie. Butnie mówi, ale miałko jakoś mówi; nie łypie, ale czasem jakby łypał, i profilem się kryguje. Juści, myślę, on nie taki zuch, jak go malują, a jakby mu tak przyszło jeszcze prozac odstawić, bab cztery obsłużyć, przez miesiąc po kryjomu jadać, toby dopiroż łypał i pokrzykiwał, pokrzykiwał i łypał, jakby na Krowie zegzionej jechał!

Brak komentarzy:


KOMENTARZE ARCHIWALNE »»

(wybierz plik o nazwie takiej, jak tytuł notki)



Prześlij komentarz