Martwa natura

...niedbały gest porzuconych noży, wydęcie zmiętej serwety, w którą słońce wszywa kawałek żółtego aksamitu, niedopity kieliszek, lepiej ukazujący w ten sposób szlachetną falistość swoich kształtów, a na dnie jego witrażu, przejrzystego i podobnego do zagęszczenia dnia, resztkę wina ciemnego, ale migocącego światłem.

Krowa

Stanęlim tedy z boku, ażeby w oczy bardzo się nie rzucać, i patrzemy. Mańkut kamerę ustawił, załączył i kręci. A tamtych już kopa zeszła się i dawaj pokrzykiwać i grozić i łapska w pięść zaciskać i wywijać. Dobrzem trafili, w duszy myślę. Stanęłem i patrzę, baczenie mając na tamtych, bo Tamci coraz głośniej folgują sobie i nowych zwołują, aż strach bierze. Jeden przez Drugiego gębę drze i pięścią, jak maczugą albo młotkiem nad głowami trzęsie. Pokrzykuje i trzęsie, i znowuż pokrzykuje, że echo między chałupami niesie, jak w górach.

Angelologia

Dawno nie objaśnialiśmy żadnego obrazu. Tym razem będzie to Ranny anioł Hugo Simberga. Historia na pierwszy rzut oka banalna. Anioł, nieprzyzwyczajony do ziemskich wertepów, zahaczył stopą o wystający korzeń czy kamień, wykopyrtnął się i rozbił głowę, a może nawet coś sobie połamał. Znaleźli go dwaj młodzieńcy i teraz niosą poobijanego na izbę przyjęć.