Martwa natura

...niedbały gest porzuconych noży, wydęcie zmiętej serwety, w którą słońce wszywa kawałek żółtego aksamitu, niedopity kieliszek, lepiej ukazujący w ten sposób szlachetną falistość swoich kształtów, a na dnie jego witrażu, przejrzystego i podobnego do zagęszczenia dnia, resztkę wina ciemnego, ale migocącego światłem.

Krowa

Stanęlim tedy z boku, ażeby w oczy bardzo się nie rzucać, i patrzemy. Mańkut kamerę ustawił, załączył i kręci. A tamtych już kopa zeszła się i dawaj pokrzykiwać i grozić i łapska w pięść zaciskać i wywijać. Dobrzem trafili, w duszy myślę. Stanęłem i patrzę, baczenie mając na tamtych, bo Tamci coraz głośniej folgują sobie i nowych zwołują, aż strach bierze. Jeden przez Drugiego gębę drze i pięścią, jak maczugą albo młotkiem nad głowami trzęsie. Pokrzykuje i trzęsie, i znowuż pokrzykuje, że echo między chałupami niesie, jak w górach.

Angelologia

Dawno nie objaśnialiśmy żadnego obrazu. Tym razem będzie to Ranny anioł Hugo Simberga. Historia na pierwszy rzut oka banalna. Anioł, nieprzyzwyczajony do ziemskich wertepów, zahaczył stopą o wystający korzeń czy kamień, wykopyrtnął się i rozbił głowę, a może nawet coś sobie połamał. Znaleźli go dwaj młodzieńcy i teraz niosą poobijanego na izbę przyjęć.

Skrzela

Trener naszych pływaków, po zwycięstwie nikomu nieznanej Chinki, wyraził niedwuznaczne zdziwienie. Jeszcze dalej poszedł jeden z panów z kadry, sugerując, że to na pewno musi być jakiś nowoczesny doping, najprędzej oparty o technologie genetyczne, jako że klasycznymi metodami nie daje się go wykryć. Badania antydopingowe sprowadzają się, o ile się nie mylę, do krwi i moczu, natomiast nikt zawodników np. nie prześwietla, by sprawdzić, czy w środku nie mają jakichś dodatkowych elementów, dodatkowych części ciała, wszczepionych albo też wyhodowanych drogą biologiczną.

Winnetou (2)

Kolejna porcja niepublikowanych nigdy fragmentów Winnetou...

*

"Stary niedźwiedź mocno śpi, stary niedźwiedź mocno śpi..." - śpiewał korowód Indianek, kręcąc się dookoła pochrapującego Grizzli o imieniu Rory. Niedźwiedź tylko udawał, że śpi: podglądał jednym okiem i gdy nadarzyła się okazja, zrywał się nagle i gonił piszczące wniebogłosy panienki, a jak którą dopadł, to tarmosił.

Na ławce niedaleko siedziała Nszo-Czi. Poprawiała akurat włosy po tym, jak przechodząc przypadkiem koło bawiących się podlotków, została zaskoczona przez niedźwiedzia. Biedny miś tak dostał za to w mordę, że aż przysiadł na zadnich łapach, rozdziawiwszy gębę w sardonicznym uśmiechu. Bo z Nszo-Czi żartów nie było...

Przywiązany do pala

Szuflada przejrzana i przygód Old Shatterhanda ciąg dalszy nastąpi - wkrótce. Teraz jednak, by nie narażać Czytelników na nadmiar szczęścia, mała przerwa i wpis obrazkowo-dygresyjny, choć jak najbardziej w indiańskich tematach.

Winnetou

W archiwach Karola Maya odnaleziono właśnie teksty, których pisarz z jakichś powodów nie włączył do swoich książek. Poniżej dwa z nich, są to niejako wersje alternatywne (albo pierwotne) zdarzeń, które miały miejsce w trakcie przyjmowania białego bohatera do indiańskiej społeczności.

Do poczytania...

Wpis sponsorowany przez Wydawnictwo Naukowo Popularne WNP

*

Jedzie Józek...

(Poniższe należy sobie "odtworzyć słuchowo", przyjmując, że śpiewają trzy, cztery gospodynie domowe, ale pojedynczo, każda bierze kolejny z rzędu wers. Wszystkim, którzy takiego odtworzenia dokonać nie potrafią, pozostaje uważna i dogłębna lektura...)

Zimnica

Na fundamentalne pytanie, czy zimnica to wystygła cieplica, nawet nie spróbuję tutaj odpowiedzieć. Jakie to ma zresztą znaczenie, gdy ziąb i wiatr na dworze i nie chce się nawet człowiekowi wysunąć nosa spod kołdry. I marzną łapki wszystkiemu, sikorkom, rudzikom, kosom, wiewiórkom, zającom, niedźwiedziom i, last but not least, kotom. A wszystko to wina jakichś Nieprzyjaznych Frontów Atmosferycznych, które, na wspak ocieplającemu się klimatowi i topniejącym lodowcom, dmuchają do nas paskudnym zimnem. Gorzej, że wcale nie musi to być okazjonalny wybryk, lecz symptom jakiejś dłuższej i stałej tendencji.

Nieśmiertelny

Najpierw padło na Robocopa. Jednak po namyśle uznałem za mało prawdopodobne, by w XVII w. istniała tak zaawansowana robotyka. Z samym szkieletem jakiś zdolny kowal może by i sobie dał radę, jednak reszta zdaje się wymagać materiałów znacznie bardziej zaawansowanych technologicznie aniżeli te, do których dostęp mieli ówcześni rzemieślnicy. Potrzebny byłby więc wynalazca-naukowiec, jakiś proto-Frankenstein, chociaż oczywiście przyjmując taką wersję wydarzeń natrafiamy na kolejne trudności.

Ale można też postać z obrazu Fransa Snydersa uznać za Supermana albo innego Nieśmiertelnego. Przebrał się taki za kucharkę dla niepoznaki, tropiąc łotra-alchemika lub też samemu uchodząc przed jakim potężnym przeciwnikiem.

Hokopoko Harakiri

Ostatnie pożegnanie było nadzwyczaj wzruszające. Z pobliskich i dalekich dzwonnic dzwony pogrzebowe biły nieustannie, gdy wokół posępnego szafotu przetaczał się złowróżbny warkot stu okrytych krepą bębnów, przerywany głębokim dudnieniem dział. Ogłuszające uderzenia gromów i oślepiający błysk błyskawic, które oświetlały przerażającą scenerię, świadczyły, że artyleria niebios użyczyła nadprzyrodzonego splendoru i tak już przeraźliwemu widowisku. Ulewny deszcz lał się z otwartych śluz gniewnego nieba na obnażone głowy zebranych tłumów, liczących według najskromniejszego rachunku około pięciuset tysięcy osób.

Telepatia

Nieco przemyśleń sprowokowanych komentarzami pod poprzednią notką. Co jakiś czas o takim czy innym "spektaklu" telepatycznym można usłyszeć albo wyczytać, jednak w kontrolowanych eksperymentach - a przeprowadzono ich trochę - jakikolwiek efekt tego typu nie został zaobserwowany; co wspomniane zjawiska sprowadza w zasadzie do takiego czy innego fantazjowania.

Ut pictura poesis...

Poemat niczym obraz, powiada Horacy. Lecz pięćset lat wcześniej Simonides z Keos Plutarcha miał zauważyć: malarstwo jest niemą poezją, a poezja mówiącym obrazem.

Kocie, nie idź...

Chodzi za mną ten wiersz Achmatowej już czas jakiś, skrada się, wyskakuje znienacka, straszy i z zakamarków pamięci przywołuje minione, a częściej niebyłe, lecz przeżyte w myślach obrazy.

Czechy

Czechy: mityczny kraj nad brzegiem morza, ukazany w Zimowej opowieści Williama Szekspira.

Zabawki

... że tak powiem, dość kontrowersyjnym, zwłaszcza iż cała rzecz dotyczy naszych milusińskich, to znaczy dzieci, a dokładnie, dokładnie zabawek dla nich. Otóż od paru już dni w większości supermarketów można nabyć, wcale niedrogo, taką oto rzecz: mam ją przed sobą, właśnie stukam nią o mikrofon, wygląda jak taka średniej wielkości lalka, na oko jakieś dziesięć cali wzrostu, trochę kanciasta, przypomina nieco postacie budowane z klocków lego. I jest do tego jeszcze taki mały pilocik... pilocik na podczerwień. Sama twarz tego osobnika chyba każdemu kojarzyć się będzie dosyć jednoznacznie i chyba nie nazbyt sympatycznie, ale, ale za chwilę sami państwo przekonacie się, o co chodzi. Otóż: zabawka nazywa się, uwaga: WYBUCHAJĄCY ZAMACHOWIEC ZDALNIE STEROWANY...