Ptasia orkiestra

Obudził mnie łoskot na parapecie. A kiedy podniosłem głowę, ujrzałem za szybą dwa wróble: napuszone, nastroszone i w bojowym nastroju. Trwały tak chwilę, grożąc spojrzeniami - i pewnie znowu skoczyłyby sobie do gardeł, gdyby nie ruch mój zbyt nagły. Ten po lewej - kawał draba z gębą młodego Rambo - zauważył to moje poruszenie się kątem oka. I sekundę potem był już w powietrzu i zmykał, jakby go kto gonił. Gagatek jeden. Drugi pofrunął za nim - biorąc pewnie to pierzchnięcie przeciwnika za dobrą wróżbę, bo z gardziołka wyrwał mu się bojowy świergot.

Król jest... łysy

O zamianie IV RP w monarchię jakoś ostatnio ucichło. Wydaje się, że autorzy projektu, stwierdziwszy, iż idea ogólnonarodowego entuzjazmu nie wzbudza, rzecz sobie darują. I owa historia, jak i wiele innych jej podobnych, przejdzie już bez większego rozgłosu do annałów polskiej wynalazczości. Oczywiście pewnym być tego nie można. Wszak jakoweś cudowne widzenie może się przydarzyć nie tylko politykom szeregowym czy ministrowi Giertychowi (do czego jużeśmy się przyzwyczaili i co zgodne jest z tak zwanym rozkładem normalnym nienormalności), ale i osobom, od których w państwie coś rzeczywiście zależy. A że, jak niektórzy głoszą, wiek dwudziesty pierwszy ma być wiekiem duchowości, mistycyzmu i innych podobnych ewenementów, to i widzenia mogą się nasilić i dotknąć osoby dotychczas na umyśle zdrowe (zdrowe przynajmniej wedle powszechnego mniemania, bo zdania specjalistów byłyby w tej kwestii zapewne podzielone).