Koty nie lubią chrzanu

O tym, że koty nie lubią miodu, wszyscy już wiemy. Okazuje się, że koty nie lubią też paru innych rzeczy - i o tym tutaj będzie. Jednak na samym wstępie muszę poczynić jedno zastrzeżenie: tego, że koty nie lubią chrzanu, ja się spodziewałem i eksperymentu, który miałby to wykazać, wcale świadomie (i z premedytacją) nie obmyśliłem. Mówię o tym, gdyż co niektórzy (zazdroszcząc mi badawczej sławy) gotowi by mnie i posądzić o znęcanie się nad zwierzętami, i donieść, gdzie należy. Na wszelki wypadek oświadczam więc, żem od takiego postępowania jak najdalszy. Zresztą, wielkie mi rzeczy, chrzan; miód to co innego...

Gdzie oni są...

Szukałem po ulicach, zaglądałem do mieszkań po zmroku, przejechałem szmat drogi w nadziei ujrzenia jednego z nich w jakiej zapadłej mieścinie czy wiosce na końcu świata, wreszcie siadłem przed telewizorem i obejrzałem inauguracyjne posiedzenie nowego sejmu - z nadzieją, a nuż może tam, bo przecież gdzieś być muszą. Nie dostrzegłem jednak żadnego. Wyginęliżby? Niemożliwe; owszem, niechby i niektóre gatunki, te najbardziej wrażliwe, odeszły już w niebyt, ale przecież byli pośród nich i tacy, którzy doskonale sobie radzić powinni. Może niezdrowe powietrze ich zmogło i legli równo pokotem bez rozróżnienia funkcyj i zdolności, jako owi biologicznie niedostosowani i z tegoż przegrywający w ewolucyjnej ruletce...

Koniec Świata

(tekst sponsorowany)

(Rakieta pnie się w górę po niebie i pęka. Wypada z niej biała gwiazda, obwieszczająca kres wszechrzeczy i powtórne nadejście Eliasza. Wzdłuż nieskończonej, niewidzialnej liny, rozpiętej pomiędzy ziemią i nadirem, opuszcza się koziołkujący pośród mroku Koniec Świata, dwugłowa ośmiornica, ubrana w króciuteńką szkocką spódniczkę, futrzaną czapę, kraciastą plisowaną spódnicę i przypominająca kształtem trzy nogi wyspy Man.)

Prowokacja

Ćwir-ćwir - wróbelki hasały radośnie między gałązkami żywopłotu, ciesząc się z pięknej pogody, z tego być może ostatniego już ciepłego dnia jesieni. Drzewa i krzewy pyszniły się swoimi klejnotami w najrozmaitszych kolorach i odcieniach, drżącymi listkami oczekującymi z niepokojem pierwszego silnego wiatru, który porwie je w ich jedyną podróż. Dwa młode psiaki brykały beztrosko po trawniku, fikając koziołki i powarkując groźnie - na niby.

Pan Jarosław Kwiatek z właściwym sobie wdziękiem zbiegł po schodkach, przytrzymując ręką kapelusz.

Jesień

Kto teraz domu nie ma, już go nie zbuduje.
Kto teraz jest samotny, samotność poczuje
i będzie czuwał, czytał, pisał długie listy
i po alejach długich niespokojnie
wędrować będzie w bezlistny czas dżdżysty.

Rybik

Rybik jest mały i szarosrebrzysty. I z rybami nie ma nic wspólnego. Gdy jest ciemno, nie robi nic, śpi albo czai się w jakiejś szczelinie, szparze między książkami albo pod doniczką. Odstawiwszy nieraz taki sprzęt, możemy zauważyć czyhającego rybika.

Plastyczna określoność modelunku

Malarstwo, które operuje wszystko kryjącymi barwnikami, posługuje się jako zasadniczym elementem płaszczyzną, lecz nawet w przypadku, gdy jest monochromiczne, różni się od każdego rysunku. Zawsze wyczuwa się w nim linie, ale właśnie tylko jako granice plastycznie odczutych i dotykowo przemodelowanych płaszczyzn. To pojęcie należy podkreślić.

Powódź

Wody ciuteńko opadły, ale to jeszcze nie koniec. Bo ja już przed poprzednimi wyborami prorokowałem, że to się tak skończy, jak się i skończyło. Seryjnie. Jak nie wierzysz, to się spytaj Władka Farcika. Mówiłem mu: Władek, jak słońce słońcem, w przyszłem roku to będzie powódź. Pewne jak w banku. Tom wydedukował całkiem naukowo, a od tego, rozumiesz, nie ma odwołania. Bo to jest tak: jak, może pamiętasz, Buzek kończył urzędowanie, była powódź; jak wcześniej Cimoszewicz kończył urzędowanie, też była powódź; przy tamtych prezydenckich - była powódź; przy ostatnich samorządowych też była powódź - ino że na mniejszą skalę, ale to by się i zgadzało, bo to dupa nie wybory. A że wtedy była i wtedy była, i wtedy była, to stawiam osiemdziesiąt cztery do siedmiu, że i tera będzie; bo i czegóż by miało nie być, co to, tera będą lepsi?

Jak pisać komentarze polityczne

Czy wiesz, Czytelniku, kto to jest AKP? Nie wiesz zapewne - i nic dziwnego, jako że termin ów przed chwilą wymyśliłem. Otóż AKP to skrót od Autor Komentarzy Politycznych. Oczywiście nie wymyśliłem tej nazwy samodzielnie. Zainspirowałem się bowiem felietonem Umberto Eco Jak pisać do katalogu wystawy. Tylko że tam występuje nie AKP, lecz AKA. Więc, Szanowny Czytelniku, czy wiesz, kto to jest AKA?

Litania

Nerko Blooma, módl się za nami.
Kwiecie Łaźni, módl się za nami.
Mentorze z Mentony, módl się za nami.
Akwizytorze Człowieka Wolnego, módl się za nami.
Dobroczynny Masonie, módl się za nami.
Tułające się mydło, módl się za nami.
Słodyczy Grzechu, módl się za nami.
Pieśni bez Słów, módl się za nami.
Pogromco Obywatela, módl się za nami.
Bałwochwalco Babskiej Bielizny, módl się za nami.
Pani Położna, Pomoc Pełniąca, módl się za nami.
Ziemniaczana Zaporo przeciw Zarazom i Zarazkom, módl się za nami.


Lato

Tak to już jest, że po wiośnie następuje lato, a po wpisie wiosennym wcześniej czy później przychodzi pora na wpis letni. Pora najwyższa, mimo że ledwie przed chwilą opadła właściwa kartka z kalendarza - bo z latem, inaczej niż z wiosną, spieszyć się trzeba. Jako że czas, minąwszy półmetek roku, przyspiesza, nabiera tępa, już teraz ma z górki - i lato ledwo się zacznie, już chyli się ku końcowi, czego jednak, zwiedzeni ciepłem i słońcem, nie dostrzegamy. Gdy tylko nastanie sierpień, coś zadrży w powietrzu; a Rok schyla się po pierwsze strącone przez wiatr liście. W krzyżu mu wtedy strzyknie - i tak już zostanie, i już się nie wyprostuje, i z każdym dniem będzie się zginał bardziej i bardziej, pod ciężarem kolejnych liści, coraz krótszych dni...

Świat bez kresu...

jezus jest zajebisty, mówi ojciec marek,
jak oberwanie chmury albo jeszcze bardziej.

z nauczycielem reli nie zgadza się prowincjał zakonu,
według niego jezus nie jest zajebisty.

Trzmiel

Zawarłem znajomość z Trzmielem. Było to jeszcze przed tymi gorącymi dniami, jakiegoś chmurnego i spokojnego popołudnia. Zauważyłem go najpierw kątem oka, jak lata za uchylonym lekko oknem - właściwie nim go dostrzegłem, usłyszałem jego grube i rubaszne pobrzękiwanie. Stuknął dwa razy w szybę, po czym zawisł gdzieś w górze, by po chwili wpakować się do pokoju przez niewielką szparę: czarny, kosmaty i z jaskrawo pomarańczowym odwłokiem. Machnąłem w jego stronę czym tam miałem pod ręką - już nie pamiętam - a wynocha, grubasie jeden, szukasz guza? Zrobił rundę naokoło pokoju, wrócił do okna i zaczął tłuc nosem w szybę. Wreszcie usiadł na okiennej ramie i pobrzękując od czasu do czasu, czekał na rozwój sytuacji: pokazałem mu w końcu, którędy droga.

Wierz we mnie...

(...) Lecz czy usłyszał w owym gromie głos boga Pójdźkumnie, czy też, jak rzekł Ukoiciel, łoskot Fenomenu? Usłyszał? Jakże to? Musiał przecie usłyszeć, jeśli nie zatkał rury Zrozumienia (czego nie uczynił). Ponieważ przez rurę ową ujrzał, że znajduje się w krainie Fenomenu, gdzie z pewnością musi pewnego dnia umrzeć, gdyż był jako pozostali przemijającym widowiskiem.

Wiosna

Edward Cummings

gdy zaledwie-
wiosna a świat jest błotnie-słodki ten kulawy
sprzedawca baloników

gwiżdże daleki i malutki

Sedes z Bakelitu

Sedes z Bakelitu: filozof grecki z drugiego wieku p.n.e., przedstawiciel tzw. trzeciej drogi w idealizmie platońskim. Twórca podstaw nowoczesnej ontologi, które zawarł w dziele Od Bytu do Odbytu. Szerokim masom znany jest przede wszystkim dzięki sentencji Stękam, więc jestem.

Czarne relacje

Gdy czerwień ma się zmaterializować, wówczas musi mieć jakiś jeden określony odcień, spośród mnogości różnych czerwieni, a więc musi zostać scharakteryzowana subiektywnie.

Ostatnia Wieczerza według Dana Browna

intryga
na drugiej stronie płótna
kto ma oczy
niechaj słucha

Splątane koty

W numerze styczniowym rosyjskiej Prirody znalazł się opis niezmiernie ciekawego eksperymentu z zakresu mechaniki kwantowej. Doświadczenie, finansowane w pełni przez rosyjski rząd, przeprowadzone zostało w Zjednoczonym Ośrodku Badań Jądrowych w Dubnej w ostatnim kwartale zeszłego roku - i przez wielu uznawane jest za jedno z najistotniejszych osiągnięć rosyjskiej nauki od czasu umieszczenia na orbicie okołoziemskiej stacji kosmicznej Mir.

Ptasia orkiestra

Obudził mnie łoskot na parapecie. A kiedy podniosłem głowę, ujrzałem za szybą dwa wróble: napuszone, nastroszone i w bojowym nastroju. Trwały tak chwilę, grożąc spojrzeniami - i pewnie znowu skoczyłyby sobie do gardeł, gdyby nie ruch mój zbyt nagły. Ten po lewej - kawał draba z gębą młodego Rambo - zauważył to moje poruszenie się kątem oka. I sekundę potem był już w powietrzu i zmykał, jakby go kto gonił. Gagatek jeden. Drugi pofrunął za nim - biorąc pewnie to pierzchnięcie przeciwnika za dobrą wróżbę, bo z gardziołka wyrwał mu się bojowy świergot.

Król jest... łysy

O zamianie IV RP w monarchię jakoś ostatnio ucichło. Wydaje się, że autorzy projektu, stwierdziwszy, iż idea ogólnonarodowego entuzjazmu nie wzbudza, rzecz sobie darują. I owa historia, jak i wiele innych jej podobnych, przejdzie już bez większego rozgłosu do annałów polskiej wynalazczości. Oczywiście pewnym być tego nie można. Wszak jakoweś cudowne widzenie może się przydarzyć nie tylko politykom szeregowym czy ministrowi Giertychowi (do czego jużeśmy się przyzwyczaili i co zgodne jest z tak zwanym rozkładem normalnym nienormalności), ale i osobom, od których w państwie coś rzeczywiście zależy. A że, jak niektórzy głoszą, wiek dwudziesty pierwszy ma być wiekiem duchowości, mistycyzmu i innych podobnych ewenementów, to i widzenia mogą się nasilić i dotknąć osoby dotychczas na umyśle zdrowe (zdrowe przynajmniej wedle powszechnego mniemania, bo zdania specjalistów byłyby w tej kwestii zapewne podzielone).

Koty nie lubią miodu

Niewiarygodne? A jednak. A jako że sam byłem tym faktem niezmiernie zaskoczony, to i zbadałem zjawisko dokładnie i dogłębnie, z zachowaniem wszelkich wymogów metodologicznych.

Zaczęło się całkiem niewinnie. Jadłem sobie drugie śniadanie - ot solidna pajda razowego chleba z miodem i szklanka kakao - gdy do kuchni zawitała moja Kicia. Podeszła, usiadła na podłodze niedaleko i dawaj się we mnie wpatrywać. A mało tego, że się wpatruje, to jeszcze ślepiami znacząco mruga, łebkiem kręci, mruczy coś słodko pod nosem. W końcu łapkami zaczęła przebierać, podnosić to jedną, to drugą, a przy tym ciche, proszące kocie miau jej się z pyszczka wyrwało.

Dewolucja

Dewolucja (deewolucja): choroba psycho-fizyczna o podłożu genetycznym, stwierdzona po raz pierwszy u Michała z Cremo, a następnie u Macieja z Kurnika; objawy: nekrolatria, nyktofobia, ogłupienie wielopostaciowe, populizm ogólnoustrojowy, ofiolatria, podwójne widzenie, podwójne słyszenie, nietolerancja rzeczywistości, niekumanie, elukubracja, wstrząs megaloptyczny.

Kreacjonizm

Kreacjonizm: Mojżesz spłodził Noego a Noe spłodził Eunucha a Eunuch spłodził O'Hallorana a O'Halloran spłodził Guggenheima a Guggenheim spłodził Agendath a Agendath spłodził Netaima a Netaim spłodził Le Hirsha a Le Hirsh spłodził Jesuruma a Jesurum spodził Mackaya a Mackay spłodził Ostropolsky'ego a Ostropolsky spłodził Smerdoza a Smerdoz spłodził Weissa a Weiss spłodził Schwarza a Schwarz spłodził Adrianopolego a Adrianopoli spłodził Aranjueza a Aranjuez spłodził Lewy Lawsona a Lewy Lawson spłodził Ichabudonosora a Ichabudonosor spłodził O'Donela Magnusa a O'Donel Magnus spłodził Christubauma a Christubaum spłodził ben Maimuna a ben Maimun spłodził Dusty Rhodesa a Dusty Rhodes spłodził Benamora a Benamor spłodził Jones-Smitha a Jones-Smith spłodził Savorgnanovicha a Savorgnanovich spłodził Jasperstone'a a Jasperstone spłodził Vingteunieme'a a Vingtetunieme spłodził Shombathely'ego a Shombathely spłodził Viraga a Virag spłodził...

Billewiczówna

Billewiczówna: Aleksandra (Oleńka) Billewiczówna, jedna z postaci w Potopie H. Sienkiewicza. Panna mądra, a przy tym uchodząca za archetyp sarmackiej urody niewieściej - zachwycało się nią wielu mężczyzn, w tym książę Bogusław Radziwiłł. Jednak jak wynika z najnowszych badań, przeprowadzonych na gruncie analizy strukturalistycznej Trylogii (S. Lem: Filozofia przypadku. WL 2002), Billewiczówna miała krzywe nogi (iksowate).